Wyrwane korzenie
Posted: 16 maja 2010 by VoiceOfCommonSense inRok 1991. Z kasetowca mojego protoplasty płyną głośne dźwięki jednego z najlepszych hardrockowych zespołów z pamiętnych i zacnych dla muzyki lat 70. - Rainbow. Mój brat szaleje i nie może przestać skakać po pokoju, a ja... jakoś nie potrafię tego ogarnąć i szybko dochodzę do wniosku, że wolę łagodniejsze brzmienia. Dość dziwny obrót spraw, biorąc pod uwagę moje późniejsze zamiłowania...
Parę lat później odgrzebuję zjechaną kasetę "Rising" w/w kapeli i nagle okazuje się, że na tych parunastu metrach żelaznej taśmy zaklęta jest magia, z każdym przesłuchaniem coraz gorzej zresztą słyszalna. Chłonę całość. Kilka razy dziennie, aż do absolutnego poznania. Nie mogę wyjść z podziwu, szczególne pokłony bijąc przed Wokalistą. Mniej więcej tak zaczyna się moja przygoda z Muzyką. Po części właśnie dzięki Niemu.
Rok 2006, Chicago, USA. Autobus komunikacji miejskiej - obce twarze, obce widoki za oknem, obce wszystko. I nagle z mp3kowca zaczynają wylewać się znajome dźwięki i charakterystyczny Głos. A na mojej twarzy mimowolnie pojawia się uśmiech...
A dziś Ronnie James Dio odszedł.
Rest in peace, Master!
