To koniec!

Posted: 26 lutego 2010 by VoiceOfCommonSense in
1


Wchodzę do szkoły. Spotykam się ze znajomym, który nie wiedzieć czemu wpycha mnie do wózka na węgiel (?). I jadę. Nagle winda. Zjeżdżam w dół. Po jakimś czasie drzwi się otwierają i ku mojemu zdumieniu moim oczom ukazują się... zakrwawione ściany rzeźni. Zza winkla wychyla się jakaś potężnej postury baba w masarskim fartuchu i popycha mój wózek wraz z zawartością do pomieszczenia obok.

Mknę więc po torach przez ciemny korytarz, aż w końcu zatrzymuję się w blado oświetlonej jarzeniówkami sali. Bynajmniej nie jestem tu sam. Obok mnie, na podobny wózku, siedzi związany liną grubas w białej, przesiąkniętej krwią koszulce. Spoglądam na jego twarz: brak oczu, usta zaszyte szewską dratwą, a z boku głowy odpada kawałek skóry. Dzięki temu widzę więcej - setki białych gąsieniczek wżerających się w jego mózg.

Instynkt samozachowawczy - czas się stąd ulotnić. Jakimś cudem udaje mi się wygramolić z wózka. Pędem opuszczam to ponure miejsce i kieruję się w stronę windy, którą przyjechałem. Dwoje drzwi. Dwie windy. Którą wybrać? Prawa. Drzwi się otwierają, wchodzę, wciskam guzik i czuję szarpnięcie. Uff, udało się, jadę do góry! Po chwili drzwi się otwierają, robię krok do przodu i... jestem z powrotem na dole, tyle że przed lewą windą. Zaraz, zaraz - przecież windy nie jeżdżą w bok!?

Kątem oka znowu dostrzegam potężne babsko schlapane niewiadomej proweniencji czerwonym płynem i w tym samym momencie postanawiam wrócić do windy po lewej stronie. Guzik. Jadę - niby znowu w górę, ale teraz już niczego nie jestem pewien...

Nagle blask. Okno! Jestem na górze, z dala od tego koszmarnego miejsca! Kolejna bezwarunkowa reakcja organizmu: wybić szybę! Wydostać się stąd i zaczerpnąć świeżego powietrza. Zaczynam więc okładać okno pięściami, ale szyba zdaje się być wykonana z pancernego szkła. Uderzam coraz mocniej i mocniej, ale szkło nadal stawia opór. I nagle, ni stąd, ni zowąd...

.
.
.
.

... porannym telefonem wyrwał mnie ze snu brat i nieświadom tego, z jakiej traumy właśnie mnie wyciągnął, rzekł: "No cześć brat, to co, idziemy dzisiaj na to 'Wszystko, co kocham'?" :D :D :D

Udało mi się wydobyć z siebie tylko: "Blrgh brghrhgl bkrlghr, ekhm, noooo, na razie" :D

Tak oto moja uśpiona wyobraźnia dała mi znać o nadchodzącym końcu ferii :) :) :) :) Czyżby początek przyszłego tygodnia stał się moim ostatnim w branży edukacyjnej? :) :) :) :)

PS: A film "Wszystko, co kocham" z czystym sumieniem polecam, bo dawno nie widziałem tak dobrej polskiej produkcji...

1 komentarze:

  1. ginewra says:

    Za dużo "Dextera", za dużo...